| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
; statystyka
free music
RSS
sobota, 26 kwietnia 2008
wczoraj .
Ten dzień był zły, ponieważ w konsekwencji swojej wspaniałości doprowadził do skończenia samego siebie. No jena. Ludzie statkują uczucia względnie do swojego rytmu życia, tak myślę. A autobusy zawsze będą mnie przyciągały, bo je uwielbiam, a dzięki Tobie, to się już chyba nigdy na żaden autobus nie spóźnię. Myślę, że źle robimy słuchając o pierwszych ludziach od drugich ludzi. A człowiek w życiu zakochuje się tylko raz pierwszy raz. I potem to go męczy. Ale daje nauczkę, nie, szczęście, daje z pewnością. Lubię tak niby stanąć przed samym sobą, i powiedzieć sobie w tą niby twarz, że nie żałuje niczego z mojego życia, że kocham życie, że jestem szczęśliwy, że mogłem przeżyć to wszystko. Ludzie narzekają, ale tak naprawdę bez swojej codzienności kompletnie głupieją. Czy szczęściem jest robienie rzeczy których nigdy wcześniej się nie robiło, i nie marzyło się o nich nawet? A może szczęściem jest bycie już tym kawałkiem świata materialnego. Chyba jakoś tak, nie lubie stałości, nie lubie jak jest porządek, i wszystko na miejscu, jak powinno być, bo ktoś tak mówi. Skonsumowałbym świat na swoich własnych zasadach. Szalenie, nie patrząc przed siebie, słodko, dla mnie. A jednak coś trzyma na prostej linii, i śmiechem w twarz nazywa to życiem.
niedziela, 30 marca 2008
Niedzielna prostota chwili.

Narodzić się na nowo. Jak to jest? Doceniać piękno najbanalniejszych chwil, pławić sie w nie robieniu niczego, i cieszyć nawet z bólu. Nawet jeżeli bardzo najbliższa przyszłość nie rysuje za wesołych perspektyw na życie.. to i tak, jakoś to przecież będzie. Skoro udało się raz, albo kilka razy, to czemu nie miałoby się udać jeszcze raz, co? Przede wszystkim nie mam zamiaru panikować, cokolwiek by się nie działo. Uśmiech na twarz, najmniejsza pewność siebie, i idziemy.

sobota, 29 marca 2008
Krótki zrzut nocnych przemyśleń.

Gdybym tylko miał jakiś sposób na życie, to natychmiast zrealizowałbym go. Narazie za bardzo to przypomina wiele innych moich sytuacji życiowych, tylko jak zawsze atakujacych ze zdwojoną siłą. No cóż, wydaje się, że albo ja niedługo nie wytrzymam, albo świat wreszcie ulegnie.

Myślenie o lepszym jutrze zawsze dawało nadzieję wielu. Jak i mi zresztą. Tylko teraz jakoś tak wyszło, że nadzieją są marzenia o krótkich chwilach których nie potrafię zrealizować mimo rozciągłości sekund w każdej minucie pojedynczej godziny. Jeżeli zasne, to nie przyśni mi sie nic. Jeżeli natomiast nie zasnę, to nic się nie stanie. Taki mały, ale jakże bolesny uścisk na sercu, i czarna przepaska na oczach.

Ale będzie dobrze. Jak zawsze. Swoje w życiu trzeba wycierpieć. Każdy dzień w którym słońce bez pytania otwiera mi powieki, jest już lepszym. Złapałałbym jeszcze wiele takich oddechów, ale.. . Ach, te ale. Teraz tylko jeszcze wybrakowało mnie z tamtym uśmiechem. A tak jakoś najzwyklej na świecie, zatęskniło mi sie.

piątek, 28 marca 2008
czas. myślnik. słowo.

Za dużo chciałbym napisać, i już forma moich myśli przerasta ich treść.

Zabajecznie. Świat oddycha, i jest noc. Zachwyciłem się wcześniej widokiem granatowo – czarnego nieba, a jeszcze wcześniej, że lubię ze wspomnień, a potem, że kocham z nich.

Perswazyjnie świat jest takim roztopionym kawałkiem siebie.

Myślę, że dziś doświadczyłem królestwa dotyków. Nieba, w przenośni, słysząc jak bije Ci serce. Chwile uciekły tak szybko, wspomnienia na zawsze. Wiem.

Potrzebuję życia jako intensywności, ale nie w spełnianiu, a marzeniach. Już prawie kwiecień. I nieodzowne bodajże od 3 lat – „Kwiecień zawsze przynosi nadzieję, że jeszcze nie wszystko przegrane”. A ja i tak wciąż czuje, że wczoraj był styczeń. Jestem nie poprawny w rozumieniu, że trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Jestem nieodpowiedzialnym marzycielem, też.

Potrzebuje celu w życiu. To znaczy, takiego realnego. A nie to co teraz, że czas jest tak cholernie szybki, a każda sekunda trwa setki lat.

Banalna prostota chęci na smak życia.